Zostawcie go w spokoju, do cholery

Sprawa czapeczki i wisiorka pisarza-celebryty Michała Witkowskiego w zasadzie niegodna jest komentowania. Podobnie jak obliczona na wywołanie skandalu publicystyka Jana Hartmana. Już nie raz świerzbiły mnie palce, żeby zapisać swoje wyrazy oburzenia, kiedy krakowski filozof raczył orzec, jak złote życie mają doktoranci, jakimi baranami są studenci z Gorzowa czy Grójca, czy też, całkiem niedawno, kiedy to wypowiadał się o protestujących rolnikach jako o nowej, roszczeniowej szlachcie i warchołach: „Nie jestem znawcą, ale instynktownie nie sympatyzuję” – mówił wówczas z rozbrajającą szczerością. Odpuściłam,  bo po cóż się pieklić, kiedy mamy do czynienia z  kolejnym, kiepskiej próby „zapiskiem nieodpowiedzialnym”; poza wszystkim, jak wielu brzydkich słów trzeba by użyć, żeby odpowiedzieć adekwatnie?

Tymczasem cytowana niedawno przez „Gazetę Wyborczą” obrona Witkowskiego jest jednak szczególnie znamienna, nie tyle nawet dla samego Hartmana, ale dla specyficznej mentalności charakteryzującej część polskiej inteligencji. Sprowadza się bowiem do argumentacji, że jeśli ktoś należy do liberalnej elity, to może obwieszać się symbolami SS do woli. Przecież wiemy, że symbol ten „jest tu użyty w kontekście prześmiewczym” – pisze Hartman. No cóż, można by pomyśleć, piękny to prezent, ten argument, dla rysujących swastyki na murach i zamawiających „pięć piw” – my się przecież tylko wyśmiewamy! Chociaż chwileczkę, wiadomo przecież, że to elity odznaczają się poczuciem humoru i nieskrępowaną autoironią, a „lud” bierze wszystko zbyt na poważnie. Dlatego tych smętnie poważnych trzeba karać, ale gdy ruszy się prześmiewczych bywalców wybiegów dla modelek, jest to już obłudna, szpetna, brutalna nagonka:

Fałszywy święty gniew, zwłaszcza zbiorowy, jest jednym z najbardziej szpetnych zjawisk życia publicznego. Urządzanie obłudnych nagonek i niszczenie ludzi pod byle pretekstem, tylko po to, by poprawić sobie bilans „wyższych przeżyć moralnych”, jest żałosne. Żałosne zwłaszcza w kontekście pomówień o faszyzm – brutalne nagonki są wszak akurat specjalnością wszelkiej maści miłośników „Wielkich” Niemiec, Ukrain, Polsk, Serbii czy Litw.

Mam nadzieję, że kiedyś za propagowanie faszystowskich symboli będą karani neonaziści, blogerki modowe, ktokolwiek, kto złamie prawo. Im więcej dostrzegam takich dowodów na hipokryzję elit, tym częściej mam ochotę oznajmić, że „instynktownie nie sympatyzuję”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *